(†1967) br. Wincenty Słowikowski COr — rocznica śmierci

† br. Wincenty Słowikowski COr
ur.: 1900.06.08
zm.: 11967.10.29
dom: Studzianna
miejsce śmierci: Opoczno
miejsce pochówku: Warszawa, Bródno
Ś.p. Brat Wincenty Słowikowski C.Or.
Dnia 29 października 1967 r., w uroczystość Chrystusa Króla, kiedy w Studziannie rozpoczynały się Misje Serca Jezusowego, zmarł w szpitalu opoczyńskim ś.p. brat Wincenty Słowikowski, członek Domu Studziańskiego.
Urodził się 8 czerwca 1900 r. w Chrzczonach, par. Różan, pow. Maków Maz. Rodzice jego, Feliks i Antonina Słowikowscy, to rolnicy. Dzieciństwo ś.p. Brata było raczej trudne, tym bardziej, że półsieroce. Rychło się usamodzielnił. Ukończył szkołę kupiecką w Warszawie, brał udział w kampanii wojennej w 1918-20 r., czas jakiś pozostawał w wojsku, potem próbował szczęścia w różnych dziedzinach pracy – m.inn. prowadził teatr – wreszcie zajął się kupiectwem i przez dłuższe lata prowadził palarnie kawy. Ożenił się i miał dwie córki. Wraz z rodziną przeszedł gehennę powstania warszawskiego, rozłąkę, wypędzenie ze Stolicy. W latach powojennych wrócił do kupiectwa w Warszawie i na Wybrzeżu, a gdy przedsiębiorstwo jego zostało zlikwidowane, objął stanowisko starszego asesora w Ministerstwie Ciężkiego Przemysłu. Przełomem w jego życiu stała się śmierć żony Genowefy, w dniu 13 I 1957 r. Jako człowiek samotny, a przy tym głęboko religijny, zrezygnował z życia światowego i wielkomiejskiego, z zamieszkania u zamożnych, dobrze sytuowanych córek. Szukał zacisza klasztornego, i dlatego w drugiej połowie kwietnia 1958 r. przybył do Studzienny, zorientował się w duchu naszego Zgromadzenia i poprosił o przyjęcie. Załatwiwszy swoje sprawy w Warszawie, rozpoczął życie kongregacyjne w Studziannie w dniu 26 sierpnia 1958 r.
W upalny dzień 8 lipca ub.r. odczuł bóle sercowe, początek zawału. 11 lipca zawieziono go do szpitala w Opocznie, gdzie przebył 95 dni. Mimo bardzo troskliwej opieki ze strony rodziny, obsługi lekarskiej i Zgromadzenia, kryzysy chorobowe raz po raz powtarzały się. Na dwa tygodnie przybył jeszcze do Studzianny, lecz znowu trzeba było go odwieźć do szpitala, gdzie komplikacje choroby sercowej i najprawdopodobniej udar mózgu ostatecznie spowodowały śmierć. Pogrzeb odbył się w Warszawie na Bródnie, w dniu 31 października, przy udziale rodziny, przyjaciół, OO. Prepozyta i Ministra ze Studzienny, Ks. Rataja z Gostynia i ks. prałata Wł. Miziołka, rektora Seminarium Warszawskiego, który darzył ś.p. Zmarłego dużą przyjaźnią i dlatego odprawił Mszę św. i obrzędy pogrzebowe oraz wygłosił piękne kazanie o swoim Przyjacielu.
Zanim zwłoki ś.p. Brata Słowikowskiego spoczęły w grobowcu rodzinnym, 30 X najpierw sprowadzone zostały do Studzianny i tu odbyło się uroczyste nabożeństwo w gronie najbliższej rodziny, członków naszego Instytutu, kilku kapłanów z okolicy tudzież sporej liczby parafian studziańskich. Mszę św. odprawił O. Superior Lewicki, a wspomnienie pośmiertne wygłosił O. Nater. Scharakteryzował życie ś.p. Brata Wincentego i nakreślił jego sylwetkę duchową. Wspomnienie to podajemy w całości:
„Przewielebni Księża, Konfratrzy – w głębokim smutku pogrążona Zacna Rodzino – Kochani Bracia i Siostry! W podziemiach naszej świątyni, wśród wielu trumien, znajduje się trumna z prochami pierwszego Filipina studziańskiego, ks. Piotra Adama Smoszewskiego. Ciekawe było jego życie, pełne przygód i zrywów. Był wykształconym kapitanem wojsk artyleryjskich po studiach lyońskich i paryskich. Walczył w barwach armii hiszpańskiej przeciw Francuzom. Potem wraca do Polski i w burzliwych latach wojen kozackich, szwedzkich, moskiewskich, tatarskich i tureckich, on, na miarę bohaterów z Sienkiewiczowskiej Trylogii, oddaje swe usługi Ojczyźnie. Wreszcie decyduje się zostać kapłanem. Znały go pułki polskie jako nieustraszonego kapelana, a sejmy i sejmiki jako dzielnego kaznodzieję. Pielgrzymuje do Rzymu, Loretto i Neapolu. Sława rzetelnej świętości idzie przed nim i za nim. Z czasem wstępuje do Zgromadzenia XX. Filipinów w Gostyniu, a stamtąd przybywa do Studzianny, w roku 1674 zostaje pierwszym przełożonym Kongregacji, aby po wspaniale i pobożnie spędzonym życiu spocząć w podziemiach naszego kościoła.
Niekiedy w murach klasztornych kryją się takie postacie, aby zapomnieć świata i do pewnego stopnia podlegać niepamięci ludzkiej. Do podobnych postaci trzeba zaliczyć również Tego, który spoczął w trumnie leżącej obecnie na katafalku blisko nas, – ś.p. Brata Wincentego Słowikowskiego. Ubrany jest w sutannę filipińską, on, który nosił kiedyś mundur oficerski polskiego kawalerzysty, – on, który nosił elegancki strój warszawski i czarował wykwintną postawą, – co piastował i troszczył się o swoje dzieci i wnuki, co wpatrywał się w fotografię ukochanej małżonki Genowefy, która zmarła przed 10 laty, – on, który nosił ordery wojskowe i godność sławnego kupca oraz przemysłowca warszawskiego, szczecińskiego i gdańskiego, a potem wyższego urzędnika ministerialnego. A tego ostatniego „munduru” – habitu, nie wstydził się wcale, czekał na niego z utęsknieniem, kochał go i nie splamił nigdy.
Kiedyś przeżywał radości światowe, – opływał w dostatek, – kochały go salony warszawskie, – przetrwał trzy wojny, – w dwóch z nich brał udział, – piastował dumę żołnierską pod ukochanym Wodzem, – znał grozę walk i koszmar powstania, – znał dolę i niedolę rodzinną.Gdy przed dziesięciu laty owdowiał, i mógł sobie życie ułożyć inaczej, – to gnany jakąś wewnętrzną siłą nadprzyrodzoną, poprosił o przyjęcie do naszego Zgromadzenia. A miał już wtedy 58 lat. I wytrwał aż do śmierci.
Bo w i e r n o ś ć była jego cechą: wierność Bogu i Maryi, wierność Kościołowi i Zgromadzeniu, wierność Ojczyźnie i Rodzinie. Znaliśmy go wszyscy, i, że się tak wyrażę, niejako „od podszewki”. Żył wśród nas 9 lat. Żył tu na oczach całej parafii. Pod eleganckim wyglądem, – przy nerwowym nieco temperamencie, kryła się bogata dusza, prawy charakter. Powiedziałem: nerwowy. Bo czy dziwić się, gdy orzeł zamknięty w klatce niekiedy trzepoce się?! Brat Wincenty dobrowolnie zamknął się w klasztorze. On – człowiek przedsiębiorczy – energiczny – zdyscyplinowany, – pracowity i zamiłowany w ładzie i porządku, – utalentowany – pod pewnym względem skazany na wielkość. Jego start życiowy był trudny. A jednak mógłby powiedzieć: „Potykaniem dobrym potykałem się, wiary dochowałem, zawodu dokonałem; na koniec odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości, który mi odda Pan w owym dniu, sprawiedliwy sędzia, a nie tylko mnie, ale i wszystkim, którzy umiłowali pojawienie się Jego” /II Tym 4, 8/. Bóg obdarzył go wieloma przymiotami: Odznaczał się rozsądkiem, – rozsądnym, praktycznym podchodzeniem do życia, które pojmował jako przygotowanie do przyszłego życia. Odrzucił przyjemności, blichtr tego świata. Wsłuchany był w słowa, które zresztą często śpiewał w nieszporach: „Którzy się Pana boją, szczęśliwi na wieki…”, że „bojaźń Boża — początkiem mądrości”. Znał zdanie Mistrza: „Cóż pomoże człowiekowi, choćby cały świat zyskał, a na duszy swojej szkodę poniósł?”
Nie zagubił duszy w wielkomiejskim świecie, bo był mężem żywej wiary, według Bożej zasady, że „sprawiedliwy mój z wiary żyje”. Był bogomyślny, był przykładem pobożności. Kochał modlitwę, rozmyślanie, rekolekcje. Kochał Eucharystię, Mszę św. – Kochał Maryję, której codziennie gromko wyśpiewywał: „Witaj Studziańska…” Miał dar łez, – wzruszało się często jego szlachetne serce, umiało pokutować za siebie, za innych, – wzruszało się od przeżyć religijnych – wzruszało się na Mszy św. – wzruszało się przed Cudownym Obrazem, – wzruszało przy spotkaniach rodzinnych. Bo kochał rodzinę, bo się nie wyobcował z życia rodzinnego. Był o Nas troskliwy, darzył Nas najczulszą opieką, wspominał Nas mile i z głębokim szacunkiem, pełnym dyskrecji. Przygotował Nas do życia, wpływał zawsze na Nas korzystnie i przykładnie. A kiedy wśród nas przebywał, to darzył Nas najcennniejszym darem: jałmużną modlitwy i wzorem życia według wiary. O jak bardzo zasługiwał i zasłużył na Waszą wdzięczność. I rzeczywiście – wykazywaliście względem niego wspaniałą postawę, godną podziwu naszego i całego szpitala.
Ś.p. Brat Wincenty był wierny Ojczyźnie, tradycjom ojczystym. Bronił Ojczyzny i walczył o nią, przelewał krew za nią, /świadom ważności słów poety/: „Bo wciąż na jawie widzę i co noc mi się śni, Że ta, – co nie zginęła, wyrośnie z naszej krwi”. Rzetelnie pracował dla Ojczyzny. Jak drogim mu było to miasto przybrane, ukochana Warszawa, jej piękno, jej czar, jej życie towarzyskie, jej teatry, jej przeszłość i teraźniejszość, – nawet jej gruzy.
Ś.p. Brat Wincenty był też wierny Kościołowi i Zgromadzeniu. Kochał Kościół, kochał Ks. Prymasa, kochał całą Hierarchię. Był konsekwentnym katolikiem. Widziały go tłumy warszawskie w asystach procesyjnych, – a udział w nich uważał sobie za zaszczyt. – Bronił spraw Kościoła i apostołował… Nie poszedł na kompromisy i oportunizm. Ten Syn religijnej ziemi podlaskiej, syn Różan i Makowa, był dumny z katolicyzmu.
Kochał też Zgromadzenie. Nie przyszedł tu po to, by znaleźć tylko zacisze, synekurę, wygody. Zgromadzeniu służył, dla niego pracował. Troszczył się o dobro klasztorne. Był wierny regulaminowi zakonnemu. Zgromadzenie obdarzał. Wrósł w obyczaje klasztorne, żył radością świętofilipińską. Zasłużył na miłość. A jak pracował nad sobą! Dbał o rozwój życia wewnętrznego, on, człowiek z czułym i wrażliwym sumieniem.
Wyszedł z środowiska wielkomiejskiego i przyszedł do klasztoru. Odradzano mu. Toczył zmagania ze sobą, z rodzinną opinią, z opinią towarzystwa, kolegów, – i szedł uparcie ku ideałom. Wytrwał. Wzbudził podziw. Umiał się przełamywać. On, człowiek samodzielny i przedsiębiorczy, potrafił się zdyscyplinować w życiu, w które wszedł. Był wymagający od siebie i od drugich. Przez całe życie nurtowała go ambicja, by zostać człowiekiem z charakterem. Przy cholerycznym nieco temperamencie potrafił przyjąć nieraz i słowo cierpkie, umiał odnaleźć równowagę ducha, – wracał do wewnętrznego spokoju, – zapominał, – przebaczał, zwłaszcza gdy się przekonał do kogoś. Miał też dobre serce. Zrazu nie rozumiał prostego człowieka, – w końcu pokochał środowisko, czuł się w nim dobrze i nie tęsknił za dawną przyjaźnią. Kochał również cierpiących, lubił ich odwiedzać. Mógłby powiedzieć z Poetą:
Żyłem z wami, cierpiałem i płakałem z wami;
Nikt mi kto szlachetny, nie był obojętny;
Dziś was rzucam, w cień idę z duchami
A, jak gdyby tu szczęście było, – idę smętny
[…]Lecz po mnie zostanie ta siła fatalna,
Co mi żywemu na nic, jeno czoło zdobi!
A po śmierci was będzie gniotła niewidzialna,
Aż was, zjadacze chleba, w aniołów przerobi.
/Juliusz Słowacki: Testament mój/Przed ośmiu laty, w uroczystość Chrystusa Króla, były jego obłóczyny. Wczoraj, w Chrystusa Króla, przyjęty został do wieczności. Na śmierć się dobrze przygotował. Rozumiał, że żyjemy po to, aby dobrze umrzeć. Przygotowywał się 67 lat wiernością Bogu, – modlitwą, – nabożeństwem do Matki Bożej, – cierpieniem i pracą. Umarł w czasie parafialnych Misji. Misja – to posłannictwo. Brat Wincenty spełnił swoiście posłannictwo życia i po myśli tego posłannictwa woła do nas: „Ratuj duszę swoją!”
Już Cię żegnamy, Drogi Bracie. Żegnamy Cię z podziwem i dumą, żeś w Zgromadzeniu naszym dojrzał dla Boga. Żegnamy Cię z żalem: wszak odszedłeś od nas dopiero w jesieni życia. Możeś doznał od nas jakiejś przykrości, więc wybacz Bracie! Żegnamy Cię z wdzięcznością, boś dobrze się przysłużył Zgromadzeniu. Żegnamy Cię z nadzieją, że otrzymasz wieniec chwały…
Lubiłeś, gdy młodzież śpiewała: „Błękitne rozwińmy sztandary… Spod znaku Maryi rycerski my huf… Ta pieśń jakby bojowa. Lubiłeś ją, bo śniły Ci się Maryjne sztandary i narodowe sztandary, łopotały wspomnieniami przeszłości… Tobie, coś pełnił służbę rycerską dla Boga, dla Kościoła, dla Maryi, dla Ojczyzny. Służbę na koniu, w zakładzie pracy, w kupiectwie, na urzędzie, w klasztorze. Służyłeś ideałom.
Obyś rychło usłyszał zaproszenie Pana: „Dobrze, sługo dobry i wierny! W małym byłeś wierny, nad wielu Cię postanowię: Wnijdź do wesela – radości twego pana!”
Niech Aniołowie zawiodą Cię do raju.
A gdy tam przybędziesz, niech przyjmą Cię Męczennicy
i wprowadzą Cię do świętego miasta Jeruzalem.
Chóry anielskie niechaj Cię podejmą i z ubogim
niegdyś Łazarzem miej odpoczynek wieczny. Amen…Ks. Wład. Nater C.Or.
StudziannaOratoriana 4, s. 64


Prezentacja
Nasi święci
Wspomnienia liturgiczne
Aktualności
Bytów
Celle
Gostyń
Poznań
Radom
Studzianna
Tarnów
Tomaszów Mazowiecki