(†1975) ks. Edmund Ścigalski COr — rocznica śmierci
Kiedy:
2020.09.17 całodniowy
Europe/Warsaw Strefa czasowa
2020-09-17T00:00:00+02:00
2020-09-18T00:00:00+02:00

† ks. Edmund Ścigalski COr
ur.: 1933.06.13
zm.:1975.09.17
kongregacja: Radom
miejsce śmierci: Radom
miejsce pochówku: Radom
Wspomnienia Księdza Edmunda Ścigalskiego
„W połowie dni moich iść muszę w bramy wieczności, pozbawiony reszty lat moich” (Iz 38,10)
Wydaje się nam, którzy musieliśmy Cię żegnać, że to nie Prorok Izajasz, ale Twoje usta, Drogi Księże Edmundzie wypowiadają tę skargę.
Stało się …
Dziś stoję nad Twoją trumną i opłakuję Twoje odejście. I trudno mi uwierzyć, że tylko 16 upłynęło lat od tego momentu, gdy Cię poznałem, do chwili, gdy radomska ziemia ogarnęła Cię cmentarnym całunem.
A tamta chwila staje mi w oczach jak żywa.
Przeprowadzałem wówczas rekolekcje wielkopostne w Krępie, w małej wiosce leżącej pod Radomskiem. Proboszczem parafii był tam Ks. Proboszcz Stefan Foryś – kapłan, który tak wiele wycierpiał poniewierany po więzieniach za to, że był wiernym Polakiem i wierny Kościołowi.
Rekolekcyjna praca w Krępie była niełatwą ani efektowną. Niezwykłe jednak były wieczorne godziny, w których Proboszcz – Więzień, swym cichym głosem, wprowadzał słuchacza w otchłań kazamatów strasznych i nieludzkich. A przecież niestety przez ludzi i dla ludzi tworzonych. Szukaliśmy też w tych rozmowach obrazu przyszłości, który miałby być inny, lepszy i wyzbyty tych okropności, które wynotowane zostały na kartkach ostatnich lat historii. I tak wiele w tej przemianie świata liczyliśmy na pracę tych, co Kościołowi oddają się bez reszty, kształtując w upornym trudzie poświęcenia, twardą bryłę ludzkości.
I właśnie wtedy, po raz pierwszy posłyszałem o Edmundzie Ścigalskim. Młodzieńcu, który miał już za sobą maturę i służył miejscowej ludności, spełniając funkcję gminnego agronoma.
„Jest agronomem – mówił Ks. Proboszcz Foryś – ale to nie jest jego życiowa droga. W nim rozbudzone jest powołanie kapłańskie. Chce być księdzem. Trudność w tym, że jest to już chłopak z pewnym zasobem lat i trudno mu będzie stanąć w seminarium, w jednym szeregu z młodszymi wiele lat od siebie”.
Następnego dnia, tuż po porannej nauce, zameldował się w kancelarii parafialnej On – przyszły Ksiądz Edmund.
Miał na sobie jasny prochowiec. Skórkowe rękawice trzymał w ręku. Był zmieszany i nieco nieśmiały. Ale życiową swoją sprawę przedstawił jasno i logicznie.
„Tak chciałbym być księdzem”.
A gdy przedstawiłem mu możliwość zrealizowania swego planu w naszej Kongregacji, przyjął tę propozycję bez najmniejszego wahania. I rzeczywiście po kilku dniach zapukał do furty tarnowskiego klasztoru.
Potem przyszły studia. Niełatwe… Kosztowały Go dużo wysiłku i zdrowia. Prowadziły jednak stopień po stopniu do upragnionego celu, do kapłaństwa. Nadeszło zaś to kapłaństwo w blasku polskiego milenium. Przyjmował je Ks. Edmund z radością i nadzieją. Przecież tak długo na nie czekał.
Prymicyje w tej samej Krępie, wypadły wzruszająco rzewnie. Żadne środowisko miejskie, nie jest w stanie wytworzyć takiego klimatu uczuć, jaki rodzi się wobec prymicjanta, w sercach naszego wiejskiego ludu. Nie ważne to, że w tremie rwały się dzieciom i młodzieży prymicyjne wiersze i przemówienia. Ważne były łzy, które płynęły chyba ze wszystkich oczu. Ważne wyciągnięte, spracowane ręce, które choć dotknąć chciały prymicjanta – ziomka, co kapłanem Chrystusa został. Ważna serdeczność, co jak fala otaczała Ks. Edmunda wszędzie, gdzie się pokazał. A najważniejsze – Komunie św. przyjmowane przez wszystkich w Jego intencji.
Pracę kapłańską sprawował ofiarnie.
Pełnił różne funkcje, wskazane wolą przełożonych. Zawsze odznaczał się w działaniu sumiennością i pogodą ducha. Nie miał wrogów, ani też nieprzyjaźnie do siebie usposobionych. Był miłym kolegą, nie pamiętającym uraz. Niósł przez życie optymizm połączony ze specyficzną radością. Dla wielu w wielu dziedzinach był przykładem postępowania.
Ostatnią pozycją Jego życia był Radom. Miasto, w którym od kilkunastu lat rozwija swoją działalność przeszczepione tam Oratorium. Był członkiem tego Oratorium i jak wszyscy Jego Współbracia, borykał się z pionierskimi trudnościami. Ale widocznie, by nowy szczep przyjął się, rozwinął i począł wydawać owoce nie wystarczające były deklaracje słowne i opieczętowane dekrety, Bóg zarządził ofiary całopalnej.
„Zaprawdę powiadam Wam, jeśli ziarno pszeniczne wrzucone w ziemię nie obumrze, samo zostanie, lecz jeśli obumrze, wiele owocu przyniesie. /J 12,24-25/. Ziarno kapłańskiego życia Księdza Edmunda Ścigalskiego rzucone w glebę Kongregacji Radomskiej „obumarło”. Czyż nie mamy prawa wierzyć, że „wiele owocu przyniesie”?
I rozdzwoniły się tonem żałoby radomskie dzwony…
A ogromne rzesze towarzyszyły trumnie Księdza Edmunda żegnały Jego i składały hołd Chrystusowemu Kapłaństwu. W końcu grobowy mrok pokrył trumnę i umilkły śpiewne modlitwy kapłanów i ludu.
I jęk żałosny, starowiny – Matki.
I wszyscy odeszli….
Dziś, wskrzeszamy Twą pamięć Drogi Księże Edmundzie.
I wraz z wszystkimi którzy Cię kochali wznoszę oczy z ufnością ku Panu i wołam szeptem modlitewnym serca: „Dobry Jezu a nasz Panie, daj Mu wieczne spoczywanie”.
X. Henryk Ostach C.Or
Kamienna – 1975 r.
Nota biograficzna
Ks. Edmund Śgigalski s +Piotra i Walerii Ciesielak, ur. 13.VI.1933 w Krępie, pow. Radomsko.
Wyświęcony: 20.VI.1966 w Tarnowie
Ukończył Technikum Weterynaryjne, pracował do roku 1959 w Kółkach Rolniczych w Radomsku. W 1959 wstąpił do Kongregacji.
W r. 1971 podjął pracę duszpasterską w Radomiu.Oratoriana 14, s. 47


Prezentacja
Nasi święci
Wspomnienia liturgiczne
Aktualności
Bytów
Celle
Gostyń
Poznań
Radom
Studzianna
Tarnów
Tomaszów Mazowiecki