(†1982) ks. Wiktor Sobecki COr — rocznica śmierci

† ks. Wiktor Sobecki COr
ur.: 1903.10.17
zm.: 1982.07.08
kongregacja: Gostyń
miejsce śmierci: Gostyń
miejsce pochówku: Gostyń
Ks. Wiktor Sobecki
1903-1982 r.
Ks. Wiktor Sobecki urodził się 17.10.1903 r. w Podniewku k. Mogilna jako syn rolnika, z rodziców Konstancji i Franciszka. Matka zmarła 15.08.1946 r., a ojciec 10.08.1947 r. Miał młodszego brata Ludwika, który był dobrym lekarzem dziecięcym w Inowrocławiu. Zmarł młodo w 1963 r.
Wiktor Sobecki ukończył Gimnazjum Państwowe w Inowrocławiu w 1922 r. Po otrzymaniu świadectwa dojrzałości wstąpił do seminarium duchownego. Studia teologiczne odbywał od 30 września 1922 r. do 8 lipca 1926 r. w Poznaniu, a od 1 października 1926 r. do 3 lipca 1927 r. w Gnieźnie. Święcenia kapłańskie otrzymał 3 lipca 1927 r.
Jako wikariusz jeden rok pracował w Obornikach, a od 1928 do 1939 r. w Kępnie na stanowisku prefekta religii. Tam pismem Kuratorium Okręgu Poznańskiego z dnia 30 maja 1938 r. został mianowany profesorem. Po wybuchu wojny, 2.11.1939 r. w Inowrocławiu został aresztowany przez Niemców. Przebywał w obozach niemieckich w Świeciu, Grudziądzu n. Wisłą, Stutthofie pod Gdańskiem, Sachsenhausen pod Berlinem i w Dachau. Uwolniony został 29.04.1945 r. Przez półtora roku pełnił funkcję kapelana wśród Polaków w Niemczech w Schwäbisch Gmünd i Schorndorf w Wirtembergii. Do Polski powrócił w ostatnich dniach grudnia 1946 r. Od 16 stycznia 1947 r. z polecenia władz kościelnych objął parafię Wieleń n/Notecią. Administrował tą parafią przez dziewięć lat, do Wielkanocy 1956 r. Od kwietnia 1956 r. do stycznia 1958 r. przebywał jako zakonnik – nowicjusz w klasztorze OO. Kamedulów na Bielanach pod Krakowem, przyjmując imię O. Kazimierz. Ze względów zdrowotnych zmuszony był opuścić klasztor i wrócić do macierzystej diecezji. Kuria Poznańska zleciła mu na cztery miesiące zastępstwo w Kunowie k. Gostynia, a od 29 maja 1958 r. przeniosła go na stanowisko rządcy parafii Mórkowo k. Leszna, gdzie duszpasterzował do 17 maja 1959 r.
Zachęcony przez ks. Leopolda Rachwała i po otrzymaniu zgody ks. arcybpa Antoniego Baraniaka i dyspensy Kongregacji od wieku, wstąpił do Księży Filipinów na Świętej Górze, gdzie pozostał aż do śmierci, która nastąpiła 8 lipca 1982 r. Pochowany został 11 lipca w podziemiach Bazyliki Świętogórskiej.
Ks. Wiktor Sobecki był człowiekiem o szlachetnym sercu. Niczego nie chciał dla siebie. Wszystko rozdawał, dlatego nawet wielokrotnie wykorzystywano jego dobroć. Był pogodny i zawsze uśmiechnięty. Dla każdego był życzliwy. Pozwalał wszystkim traktować się jak dobrego kumpla, szczególnie młodszym. Był pokorny, usłużny, wrażliwy na potrzebę bliźniego. Lubił młodzież i dzieci. Nikogo od siebie nie odtrącał. Ludzie to wyczuwali, więc garnęli się do niego nawet ci, którzy przez innych nie byli lubiani; przy tym jednak zawsze był układny w towarzystwie. O szlachetności jego niech świadczy fakt z okresu, gdy miał już mocno posuniętą miażdżycę. Wstał o drugiej po północy i puka do współbrata. Gdy ten się obudził i pyta o co mu chodzi, ks. Wiktor mówi: chciałem się spytać która godzina. Gdy współbrat mu odpowiedział, że dopiero druga w nocy i poprosił go, aby poszedł spać, ks. Wiktor wrócił do pokoju, ale po godzinie przychodzi i mówi: kolego, ja cię przepraszam, że ci przeszkodziłem w spaniu.
W nekrologu napisano, że był apostołem cierpiących. Rzeczywiście takim był. Niech świadczy o tym chociażby to, że chodził lub jechał autobusem do najbardziej opuszczonych chorych z posługą kapłańską spowiedzi i komunii św. Gdy już mu tego zabraniano, to po kryjomu brał Pana Jezusa w teczkę i zanosił cierpiącym i chorym. Nikomu niczego nie odmówił. Na nikogo się nie skarżył. Kiedy pytano go, jak było w obozie w Dachau, odpowiadał: „Można było wytrzymać”, albo: „Dobrze”.
Ks. Wiktor Sobecki od samego początku swego kapłaństwa był kapłanem według Serca Bożego. Był człowiekiem modlitwy. Przesiadywał ciągle w kościele. Modlił się na brewiarzu, różańcu i przed Najświętszym Sakramentem. Jako spowiednik praktykował metodę Chrystusa Miłosiernego. Wszystkim i wszystko przebaczał, dlatego penitenci chętnie szli do niego. Każdemu mówił naukę, ale nikogo nie strofował. Mówił o dobroci Bożej i Jego miłości. Zawsze nawiązywał do Matki Bożej i Jej macierzyńskiej troski o nas. Był urzędowym spowiednikiem Sióstr w Piaskach, Marysinie i okolicznych domach. Szczególnym jego umiłowaniem była Msza św. On ją nie tylko odprawiał, ale żył Mszą św. Celebrował ją z namaszczeniem. Piękne czynił wprowadzenia do liturgii dnia, choćby na tej Mszy św. była tylko jedna osoba. O jego trosce o właściwe przeżywanie Eucharystii świadczą słowa, które zawarł w swoim testamencie: „Słowa konsekracji we Mszy św. wolniej wymawiać i przeżywać, a dziękczynienie po komunii św. odprawiać chociaż przez pięć minut”. Testament zakończył słowami: „Idę do ołtarza Bożego, do Boga, który uwesela starość moją. Niech prowadzi mnie Matka Najświętsza”.
Długie lata spędził na tłumaczeniu dzieła niemieckiego profesora liturgiki Theodora Schmitzlera „Die Messa in der Betrachtung”, czyli „Msza św. w rozważaniu”. Uzupełniał je swoimi komentarzami i dodatkami. Miał obietnicę wydania tej książki przez Księgarnię św. Wojciecha w Poznaniu, o czym świadczy pismo z dnia 28 lutego 1964 r. oraz z 29 lipca 1965 r. Ze względu jednak na szybkie zmiany, jakie się w tym czasie dokonywały w liturgii mszy św. na podstawie wykładni Soboru Watykańskiego II, do wydania nie doszło. Taki sam los spotkał przekład książeczki K. Hocka pt. „Ćwiczenia stawiania się w obecności Bożej” i relacje na temat: „Piękno śmierci”, chociaż recenzenci wydawnictwa wskazywali na wielkie walory tych pozycji. Warto by ktoś z młodszych współbraci do tego wrócił.
Ks. Wiktor Sobecki ogromnie kochał pracę duszpasterską, dlatego chętnie podejmował pomoce i zastępstwa w parafiach, do których Kongregacja go posyłała. Długie miesiące spędził na zastępstwach w Gubinie k. Krosna, Konojadzie, Stawie k. Kalisza i innych. Czuł się tam dobrze. Spełniał kapłańskie posługi, chodził po kolędzie. Wszyscy go lubili, bo każdemu był życzliwy.
Często nadmieniał iż to, że został kapłanem, zawdzięcza swojej pobożnej matce. Po jej śmierci całą synowską miłość skierował ku Matce Najświętszej. Dlatego prawie każdego dnia zaznaczał, że jest bardzo wdzięczny Matce Bożej, że na stare lata przyjęła go do siebie na Świętą Górę, gdzie mu tak dobrze „jak u Pana Boga za piecem”.
Ks. Wiktor Sobecki jako oratorianin
Był nim przez 23 lata. Był bardzo koleżeński, nigdy nie przeszedł obok drugiego bez słowa, ale odwrotnie, zawsze pierwszy pozdrawiał i witał. Gdy coś otrzymał w prezencie, zaraz się dzielił, a nawet zmuszał do wzięcia. Dzielił się nawet dowcipem. Żartobliwie używał często słowa „piernik”, a na stare lata nawet korespondencję podpisywał „stary piernik”. Jego uniesiona prawa ręka i słowa „wita cię stary piernik”, naśladowane są do dnia dzisiejszego, nawet przez tych, którzy go nie znali. Choć upłynęło 12 lat od jego śmierci, to w Kongregacji Gostyńskiej jest najczęściej wspominaną postacią; cytowane są jego powiedzenia, jego zachowanie.
Jeśli można dodać swoją prywatną opinię, to ujmę ją w słowach: był to prawdziwie święty człowiek. Jego świętość nie była udawana, ale wypływała z całej jego osobowości i pełnej dobroci. Zachęcam młodszych współbraci, by w przyszłości opracowali szersze wspomnienie o ks. Sobeckim. Jest w archiwum klasztornym bogaty materiał dokumentalny zebrany przez ks. Kazimierza Jelonka.
Swoje wspomnienie chcę zakończyć słowami testamentu ks. Wiktora Sobeckiego:
„Żegnam Czcigodne Siostry zakonne z klasztoru, które pełne poświęcenia i ofiarności pomagały mi w każdej potrzebie.
Żegnam Kochanych moich parafian z Wielenia, Kunowa i Mórkowa. Bardzo lubiłem pracę duszpasterską, prowadzić ludzi do Boga.
Żegnam wszystkich moich penitentów, budowałem się zawsze ich pokorą, prostotą i szczerością.
Żegnam te wszystkie lasy, pola, którymi chodziłem, ten cały świat Boży, który zawsze podziwiałem jako piękne dzieło Boże.
Niech Zgromadzenie XX. Oratorianów pięknie się rozwija, niech Pan Bóg nadal błogosławi całemu Zgromadzeniu, niech czcigodni XX. Misjonarze słowem Bożym utwierdzają wiarę w sercach ludzkich, niech coraz liczniejsze szeregi wiernych ściągają na Świętą Górę, niech chwała Maryi ze Świętej Góry promienieje na całą Polskę”.
Święta Góra 11.10.1994 r.
ks. Marian Gosa COr.
Oratoriana 32, s. 3


Prezentacja
Nasi święci
Wspomnienia liturgiczne
Aktualności
Bytów
Celle
Gostyń
Poznań
Radom
Studzianna
Tarnów
Tomaszów Mazowiecki