(†1984) ks. Jan Rychlicki COr — rocznica śmierci
Kiedy:
2026.02.08 całodniowy
Europe/Warsaw Strefa czasowa
2026-02-08T00:00:00+01:00
2026-02-09T00:00:00+01:00

† ks. Jan Rychlicki COr
ur.: 1912.12.07
zm.: 1984.02.08
kongregacja: Bytów
miejsce śmierci: Bytów
miejsce pochówku: Bytów
Ks. Jan Rychlicki
Dnia 8 lutego 1984 r. w godzinach rannych /między 7^00 a 8″-mą” / zmarł w Bytowie kapłan ze Zgromadzenia Księży Filipinów, ks. Jan Rychlicki, długoletni wikariusz, aktualny proboszcz parafii Bytów. Niniejsze wspomnienie pośmiertne jest skromnym nakreśleniem sylwetki zmarłego Filipina i niech będzie również pewnym wyrazem czci i wdzięczności naszej dla niego. Urodził się w Biadolinach, w diecezji tarnowskiej, w dawnym powiecie brzeskim, dnia 7 grudnia 1912 roku, jako syn Jana i Marii z d. Pilch Rychlickich – i jeden z siedmiorga ich dzieci. Pochodził z rodziny rolniczej, a przy tym bardzo religijnej, mogącej się poszczycić nie tylko krewnymi zakonnicami, lecz także kapłanami, że wymienić, ks dra Józefa Jana Rychlickiego, cenionego profesora katechetyki na uniwersytecie jagiellońskim /stryja/, oraz ks. prałata Jana Pilcha i wuja, filipina, ks. Ludwika Pilcha, zmarłego w obozie oświęcimskim w 1943 r. Po ukończeniu gimnazjum humanistycznego w Brzesku wstąpił najpierw do diecezjalnego seminarium w Tarnowie, lecz po roku, w 1936-ym, przeszedł do Kongregacji Oratorium św. Filipa Neri w Tarnowie, kontynuując studia, jak wszyscy alumni filipińscy w w/w. seminarium, zamieszkawszy w seminarium filipińskim. Po krótkiej przerwie w nauce, spowodowanej wybuchem drugiej wojny światowej, dokończył studia i dnia 31 marca 1940 roku przyjął święcenia kapłańskie z rąk ks. biskupa Edwarda Komara, administratora apostolskiego diecezji tarnowskiej. Młody oratorianin podczas wojny przebywał po większej części w rodzinnej parafii Biadoliny, pomagając tamtejszemu ks. proboszczowi, a nie w domu swojej Kongregacji, gdyż ten był przepełniony, dając przytułek wysiedlonym konfratrom z Gostynia. Zaraz po wojnie wrócił do Oratorium tarnowskiego i pełnił funkcję wikariusza i katechety w podtarnowskiej parafii Klikowa, obsługiwanej wówczas przez XX. Filipinów. I na tym stanowisku ś.p. ks. Jan Rychlicki wykazywał wybitne zdolności katechetyczne i pedagogiczne, umiejąc w podejściu do dzieci kojarzyć powagę z jak najbardziej przystępnym nauczaniem i pogodą ducha. Po wielu latach, bo w telegramie kondolencyjnym, stwierdza to kanclerz tamtejszej kurii biskupiej: „Gorliwa i ofiarna praca zmarłego kapłana oraz jego życzliwy stosunek do bliźnich, zwłaszcza do dziatwy szkolnej z wdzięcznością do dzisiaj są wspominane w tarnowskim społeczeństwie”. Na mocy dekretu wizytacji apostolskiej, dokonanej we wszystkich Oratoriach filipińskich w Polsce w 1952 r., z dniem 9 listopada 1952 r. ks. Jan Rychlicki został mianowany superiorem świeżo erygowanej Kongregacji Oratorium św. Filipa Neri w Bytowie, w ówczesnej Gorzowskiej Administracji Apostolskiej na Ziemiach Odzyskanych, aby kontynuować zręby nowego Domu, zapoczątkowane 3 lutego 1947 r. przez XX. Filipinów, Stanisława Szczerbińskiego i Władysława Natera. Zaistniały jednak pewne przeszkody natury osobistej, tak że ks. Rychlicki nie od razu objął wyznaczony mu urząd, a dopiero 1 września 1954 r. został faktycznym prepozytem bytowskiego Zgromadzenia, przyjąwszy równocześnie funkcję wikariusza aktualnego /proboszcza/ w parafii Bytów oraz w ówczesnych placówkach duszpasterskich Gostkowo i Pomysk Wielki, dopóki ta ostatnia nie usamodzielniła się. Przez trzy kadencje był przełożonym XX. Filipinów, a do końca 1982 r. proboszczem parafii. Za mało powiedzieć, że ś.p. ks. Rychlicki wrósł w nowe środowisko, ale je pokochał, choć szedł tutaj z pewnymi oporami i oddał mu się całą duszą, dzielnie duszpasterzując, przy pomocy kilku konfratrów. Był nie tyle „budowniczym”, bo takim charyzmatem nie odznaczał się, i nie tyle budował wspólnotę filipińską, bo i okoliczności temu nie sprzyjały – ile w całym tego słowa znaczeniu duszpasterzem. W rosnącej i rozwijającej się z roku na rok parafii bytowskiej obejmował wszystkie niemal agendy duszpasterskie, a przede wszystkim oddawał się dzieciom i młodzieży, wykazując na tym odcinku talenty, gorliwość i zrozumienie potrzeb chwili w nowej diecezji. Dlatego też tak chętnie świadczył uczynność innym parafiom, zwłaszcza w dekanacie, gdzie przez szereg lat pełnił również funkcję ojca duchownego. Lubił bardzo towarzystwo kapłanów i potrafił wytwarzać w ich gronie nader miłą atmosferę w duchu świętofilipowym, a więc owianą szczerą wymianą myśli, radością i gościnnością. Dominantą jego życia była dobroć, humanizm kapłański, połączony z prostotą. Konsekwencją owej dobroci było miłosierdzie i apostolstwo chorych. Kochał konfesjonał i ambonę, śpieszył z chętną pomocą konfratrom. Był to kapłan „pokój czyniący”, z dala od intryg, obmów i kłótliwości. Nic więc dziwnego, że był powszechnie lubiany. Wysoko stawiał zawsze lojalność względem władzy diecezjalnej, przyjmując też pokornie i bez obrazy wszelkie jej uwagi i upomnienia. Zawsze wierny Kościołowi i zawsze wierny celibatowi kapłańskiemu. Zdawał sobie sprawę z pewnych zaniedbań, jakie mogą się przytrafić proboszczowi wśród nawału pracy i gdy lat przybywa, ale też był świadom słów św. Piotra, że miłość, dobroć „pokrywa mnóstwo przewin”. Organizm miał silny, zahartowany, znoszący zimno, wszelkie niewygody i dobrowolnie narzucał sobie spartański tryb życia. A przy tym nie oszczędzał się w wirze pracy. Niestety, w tej dziedzinie przeliczył się, bo gdy w październiku zaatakowała go grypa, którą do tego przeziębił i przyszło zapalenie płuc, a potem powolna rekonwalescencja, zdawało mu się, że wrócił do dawnej formy i po dawnemu angażował się w działalność duszpasterską, bez której nie mógł żyć, mimo, że już od roku ktoś inny pełnił funkcję proboszcza – i jak przedtem, nie zmienił trybu życia, następował kryzys w stanie jego zdrowia. A było to widoczne, choć się z tym taił przed konfratrami. Serce nie wytrzymało i nagle, pod koniec rozmyślania, odprawianego w kongregacyjnym gronie, rankiem 8 lutego, nastąpił zawał serca. Natychmiastowa pomoc współbraci i opieka lekarska oraz zawiezienie go do bytowskiego szpitala nie dały już żadnych pozytywnych rezultatów. Namaszczony Olejami św. w Domu kongregacyjnym, przed wyjazdem do szpitala, niedługo potem zmarł, o godz. 8.20. Śmierć długoletniego proboszcza bytowskiego była ogromnym wstrząsem dla wszystkich, tak wierzących i praktykujących, jak dla religijnie obojętnych czy obcych. Zapanowała powszechna żałoba. Wybitnym wyrazem szacunku i miłości dla śp. ks. Jana Rychlickiego był udział w jego pogrzebie, który odbył się w sobotę, 11 lutego b.r. W przeddzień, o godz. 16-ej była eksportacja zwłok z sali katechetycznej, przy udziale 25 kapłanów i dość licznej grupy wiernych, do bytowskiej świątyni. Uroczystej koncelebrze przewodniczył ks. prałat Jan Klepa z Borzytuchomia, a kazanie wygłosił wicedziekan ks. kan. Witold Łukaszewicz. Kościół był owego wieczoru przepełniony; lud bytowski miał okazję modlić się przy zwłokach swego długoletniego proboszcza niemal do godz. 21-ej, bo w międzyczasie odprawiano Mszę św. dodatkową i odprawiano różaniec. Właściwy pogrzeb, przy cudnej, słonecznej pogodzie, był wspaniałą manifestacją i hołdem dla ks. Jana Rychlickiego. Przybył ks. biskup Tadeusz Werno, sufragan diecezji Koszalińsko-Kołobrzeskiej, ks. infułat Józef Jarnicki, oficjał Sądu Biskupiego, o. Piotr Mielczarek OFm Conv., wikariusz biskupi z Koszalina, oraz kapłani różnych stanowisk i rang w liczbie 80, w tym 18 księży i kleryków z Domów filipińskich w Polsce, a mianowicie: z Gostynia, Studzianny, Tarnowa, Radomia, Tomaszowa Mazowieckiego i Poznania, z prokuratorem krajowym Federacji Oratorium św. Filipa Neri, O. Józefem Jurą na czele. Byli też alumni i spora liczba zakonnic – i ten wielki tłum ludu parafii bytowskiej i sąsiednich, na pewno przekraczający liczbę 10 tys., nie mieszczący się w kościele, a zalegający rynek i całe kościelne zaplecze, a potem i ulice Bytowa. Wielkiemu „prezbiterium” kapłanów w koncelebrze przewodniczył ks. biskup Werno; on też wypowiedział słowo wstępne i końcowe na Mszy św., podkreślając zasługi zmarłego Kapłana i dziękując za jego wkład pracy w duszpasterstwo diecezjalne. Zasadniczą zaś żałobną homilię, opartą na perykopie o Ośmiu Błogosławieństwach i ideach św. Filipa Neri, wygłosił o. Władysław Nater, C.Or. z Kongregacji studziańskiej, młodszy kolega śp. ks. Rychlickiego. Kaznodzieja uwypuklił i uzupełnił piękne myśli ks. kan. W. Łukaszewicza, wypowiedziane podczas eksportacji dnia poprzedniego, a więc kapłańską gorliwość Zmarłego, charyzmat katechizowania dziatwy, pracowitość i uczynność, filipińską pogodę, ducha zgody i pokojowości, ukochanie stanu kapłańskiego i kapłanów, wierność Kościołowi i jego Pasterzom itp., żegnając konfratra, kolegę, duszpasterza. I ruszył orszak pogrzebowy z różnymi delegacjami, z orkiestrą i chórem, z mrowiem ludzkim, z mnóstwem wieńców i kwiatów – na bytowski cmentarz. Tam, po zamknięciu liturgicznych modłów, słowa podzięki złożył ks. mgr Marian Wichłacz, aktualny proboszcz bytowski. Przemówił też jeden z krewnych Zmarłego, których przybyła spora liczba, wraz z jego jedynym bratem i dziećmi po pięciu jego siostrach, już nie żyjących. I tak na cmentarzu bytowskim spoczął już trzeci Filipin, po zmarłym w 1976 r. śp. Kazimierzu Franciszku Szelidze i po śp. Włodzimierzu Śmietanie /+ 1983 r./, nie licząc pioniera filipińskiej placówki bytowskiej od 1947 r., śp. ks. Stanisława Szczerbińskiego, zmarłego i pochowanego na Świętej Górze pod Gostyniem, pod koniec października 1974 r. Requiescant in pace! Oratorium filipińskie w BytowieOratoriana 25, s. 3


Prezentacja
Nasi święci
Wspomnienia liturgiczne
Aktualności
Bytów
Celle
Gostyń
Poznań
Radom
Studzianna
Tarnów
Tomaszów Mazowiecki